Kompozycje, które maluję, postrzegam jako kadry ukazujące pewien dynamiczny proces w stanie zatrzymania. Malarska gęstwina, składająca się z niezliczonej ilości tak bardzo kontrastujących ze sobą elementów, sugeruje, że zjawiska te – choć na obrazie nieruchome – są w ruchu.
A jeśli są w ruchu, to jaki jest ten ruch?
Obraz „zatrzymanego procesu” może być widziany i odczuwany na różne sposoby. Albo jako niepokojący kierunek entropicznego rozpadania się rzeczywistości (rozpadająca się struktura), albo jako budujący kierunek jej tworzenia się poprzez wzajemne synchronizowanie zastanych w obrazie elementów.
Fascynujące jest, iż w zależności od typu odbiorcy, jego osobowości, projekcji jego emocji, być może ten sam obraz można postrzegać skrajnie różnie. Czy to mankament obrazu – jego brak zdefiniowania? Tego nie wiem.
Jako twórca interpretuję te własne malarskie stop-klatki jako proces konstruktywny. Być może dlatego, że żmudna praca nad obrazem sama w sobie motywowana jest próbą stworzenia czegoś, co ma sens, harmonię, wewnętrzną spójność (czy to nie są cechy dobrego obrazu?).
Chciałbym żeby obraz oddziaływał w taki właśnie sposób – jako współuczestniczenie w procesie formowania się rzeczywistości. Wierzę, że takie doświadczanie sztuki może zmieniać człowieka, podnosić go na duchu, dawać nadzieję. Pokazywać mu sens, a nie jego rozpad.


