Czym jest obraz? Efektem kreacji czy obiektywnie istniejącym bytem?
Malarstwo jest dla mnie próbą opisywania nieznanych mi dotąd przestrzeni. Mam przy tym wrażenie, że każda rzeczywistość, którą z pomocą farby i podobrazia ukazuję, już w swej istocie istnieje — ona po prostu tam gdzieś „jest”.
Nie wiem, czy stwarzam / wymyślam obrazy. Bliższe jest mi pojmowanie tego procesu w kategorii „odkrywania”. Moja obecność w procesie powstawania obrazu polega bardziej na odsłanianiu tego, co do tej pory było niewidoczne, zakryte. Bliżej mi zatem do roli odkrywcy podróżującego do nieznanych lądów niż do roli demiurga stwarzającego coś z niczego.
Moje odczucie jest bardzo subiektywne — tak wyobrażam sobie, że wielu artystów postrzega siebie jako kreatorów, a proces twórczy jako stwarzanie właśnie. To, kim jest twórca oraz czym jest jego twórczość, pozostanie być może nieodgadnionym zagadnieniem filozoficznym.
Z drugiej strony, czyż nie jest tak, że istnieją „zjawiska”, które istnieją niezależnie od nas? Naukowcy nie tworzą zjawisk (fizycznych, chemicznych, astronomicznych itd.), a jedynie je odkrywają i opisują. A czyż obraz nie jest zjawiskiem?


